Rozłam na Widzewie! Początek końca legendarnej ekipy?


Przyznaję szczerze – stykając się z tą informacją po raz pierwszy, uznałem ją jako żart, albo wkręt. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się w nią uwierzyć, wydawała mi się aż tak skrajnie nieprawdopodobna, że właściwie niemożliwa. Znam wiele historii ze środowiska kibicowskiego, ale jeszcze nigdy nie spotkałem się z taką, iż dosłownie jedna osoba może rozbić czołową ekipę stadionową nie tylko w Polsce, ale wręcz w Europie.

Ludzie honoru?

Każdy kto ma choć minimalną wiedzę na temat piłki nożnej i bywa na meczach, powinien doskonale wiedzieć, że jakakolwiek współpraca z organami ścigania w tym środowisku, wiąże się z całkowitą i dożywotnią eliminacją donosicielskiej jednostki z trybun. Wielokrotnie bywało tak, że świadkowie koronni, czy “sześćdziesiątki” wyrządzali wielkie spustoszenie, zwłaszcza w kryminogennych bandach chuligańskich. Głośny echem w mediach odbiły się historie “Haniora”, “Balusia”, “Jędrasa”, czy “Miśka”. Jednak praktycznie zawsze rykoszetem obrywała tylko jakaś konkretna grupa, co najwyżej stanowiącej trzon, ale nie praktycznie całość ekipy.

Kilka dni temu w internecie pojawiły się zeznania dotyczące jednego z liderów łódzkiego Widzewa. Nie będę wymieniał nawet jego ksywy, czy inicjałów, każdy kto zechce szybko znajdzie odpowiedź, o kogo chodzi. Nie chcę bawić się w rozkminiacza – nie jestem do tego upoważniony, nie widziałem całego “białka”, nie potrafię ocenić prawdziwości udostępnionych papierów. Dotyczy to sprawy narkotykowej z 2014 roku i przyznania się do winy, które pogrążyło kilka innych osób. Paradoksalnie nie chodzi o to, że w ekipie jest konfident – tacy zawsze się co jakiś czas pojawiali i zazwyczaj byli natychmiast pogonieni. Nie ma co się łudzić – oni zawsze byli, są i będą, jak w każdej innej grupie społecznej. Problematyczne jest to, że ludzie trzymający władzę na Widzewie, rzekomo nie wyciągnęli wobec niego żadnych konsekwencji, kryjąc go.

Tak na chłopski rozum nasuwa się pytanie – dlaczego temat wyciekł dopiero po tylu latach? Zwłaszcza w momencie, gdy chodzi o bardzo rozpoznawalną osobę, mającą na koncie również sukcesy sportowe (nie tylko w lesie). Wydaje się być skrajnie nieprawdopodobne, że nikt o tym wcześniej nie wiedział i udawało się to pozostawić niezauważonym aż tyle czasu. Z drugiej strony – jeszcze bardziej nierealne, że fan cluby, będące od zawsze główną siłą na Widzewie i stowarzyszenie kibiców, równocześnie zawieszają swoją działalność bez wyjątkowo istotnego powodu, akurat w tym momencie. Wiadomo, że nikt oficjalnie nie będzie prał brudów i wyciągał tego na światło dzienne, ale każdy kto ma kilka szarych komórek domyśli się z czego to wynika i kto ma większą “siłę argumentów”. Sytuacja jest patowa i absolutnie bez precedensu, bo nie mówimy o kilkudziesięcioosobowej bandzie, a ekipie, która potrafiła jeździć na wyjazdy w kilka tysięcy osób, czy jako jedyna w Polsce wypełniała swój stadion po brzegi na każdym meczu. Jedno jest pewne – sytuacja wygląda absurdalnie i raczej musi się to odbić negatywnie na widzewiakach. Pozostaje tylko pytanie – jak bardzo? Niezależnie od sympatii, czy antypatii – Widzew to renomowana marka, znana z wielu spektakularnych akcji. Brak ich działalności na gruncie kibicowskim na pewno będzie bardzo odczuwalny. Straci na tym cała scena, grozi to marazmem zwłaszcza na obszarach, gdzie stykają się ich wpływy z Łódzkim Klubem Sportowym i Legią.

Wjazd kibiców Widzewa na murawę na Łazienkowskiej

Exit mobile version