Donald Tusk przewidział przyszłość?! Nagranie z 2014 podbija sieć! (ZOBACZ)


Znaleźliśmy przemówienie ówczesnego premiera RP – Donalda Tuska z 9 lipca 2014 roku, gdy w Sejmie miała miejsce dyskusja nad wnioskiem PiS o wyrażenie wotum nieufności Radzie Ministrów i wybranie Piotra Glińskiego na prezesa Rady Ministrów.

Przypomnijmy sobie, co takiego powiedział Donald Tusk. Czy kilka miesięcy później (gdy, w listopadzie 2015 roku Beata Szydło została premierem) nie byliśmy świadkami realizacji tego, o czym przestrzegał Tusk?

Poniżej pełen zapis wystąpienia z Sejmu wraz z wideo:

Prezes Rady Ministrów Donald Tusk:

    Pani Marszałek! Szanowne Panie i Szanowni Panowie Posłowie! Mamy bardzo poważny problem do rozwiązania.

    (Głos z sali: Rząd ma.)

    Problem politycznego przedsięwzięcia, jakie zaprezentował przed chwilą prezes Prawa i Sprawiedliwości pan Jarosław Kaczyński. To nie jest pierwsza tego typu próba. Dzisiaj trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego z taką konsekwencją godną lepszej sprawy PiS i jego prezes usiłują raz na jakiś czas, oczywiście wykorzystując procedury ustrojowe…

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Do tego są procedury.)

    …unieważnić wynik każdych kolejnych wyborów od 2007 r.

    (Głos z sali: To jest nieprawda.)

    Właściwie trudno jest rozpocząć to wystąpienie bez odniesienia się do ostatniego, tego jednego, zdania, które pan prezes wygłosił na mównicy, stwierdzając, że musi sprostować jedną nieścisłość w swoim wystąpieniu. Problem polega na tym, że skoro zdecydował się na sprostowanie jednej nieścisłości w swoim wystąpieniu, muszę go zastąpić, żeby sprostować kłamstwa i nieścisłości, z jakich zbudowane było wyłącznie pańskie wystąpienie. (Oklaski)

Nagranie:

    (Poseł Rafał Grupiński: Nieścisłości pełno.)

    Po pierwsze, część pierwszą pańskiego wystąpienia poświęcił pan na recenzję sytuacji gospodarczej i finansowej, część drugą – sytuacji politycznej. Nie pierwszy raz w czasie rozpatrywania wniosku o wotum nieufności dla rządu lub dla poszczególnych ministrów przedstawiciele PiS posługują się całą serią półprawd, nieścisłości albo wprost kłamstw. Dzisiaj jednak pobito wszystkie rekordy.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Na taśmach.)

    Pozwolę sobie oczywiście na wybranie tych najbardziej soczystych przykładów niekompetencji lub złej woli mojego przedmówcy.

    Pan prezes Kaczyński rozpoczął swoje wystąpienie od wątku polskich dróg i autostrad. Usłyszeliśmy z tej mównicy, że pan prezes Kaczyński jest zdezorientowany i nie bardzo wie, co jest prawdą. I podał kilka danych dotyczących długości autostrad i dróg ekspresowych. Otóż problem polega na tym, panie prezesie – i wiem, że to jest dla pana jeden z głównych powodów pańskiej irytacji – że pan właściwie przekazał prawdziwe informacje, ale w anachroniczny sposób, to znaczy nie przyporządkował pan tych informacji poszczególnym etapom budowy dróg i autostrad. Ma pan rację, mógł pan przeczytać kilkanaście miesięcy temu, że to było 900 km, i kilka miesięcy temu, że to było 1200 km. Te dane nie są fałszywe, one po prostu pokazują, że to, co przez stulecia nam nie wychodziło, przez ostatnie siedem lat wreszcie zaczęło nam wychodzić. (Wesołość na sali, oklaski)

    (Głos z sali: Proszę przestać.)

    Oczywiście nie gwarantuję panu, że te dane, które teraz panu przedstawię, będą aktualne za miesiąc czy za dwa miesiące. Jestem pewien, że te dane znowu będą inne, znowu będzie więcej jednej i drugiej kategorii dróg. Ale żeby pan nie miał już żadnych wątpliwości, to ostatnie dane, jakie pan podał, 1472 km autostrad, też już są nieaktualne. Dane z dzisiaj to jest 1521,5 km autostrad i blisko 1300 km dróg ekspresowych. (Oklaski)

    (Głos z sali: Fałszywe dane.)

    Mówię o tym, ponieważ w dalszej części swojego wystąpienia pan prezes brnął dalej, albo w fałszywe interpretacje, albo w niekompetencję, albo, najzwyczajniej w świecie, w kłamstwa. Poświęcił pan sporo czasu kondycji finansowej Polski, takim kategoriom jak deficyt i dług publiczny. Jest mi przykro, że w swoim wystąpieniu pomylił pan te dwie kategorie, ale do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Natomiast dedykuję panu coś, co chyba będzie najbardziej zobiektywizowaną oceną tego, w jaki sposób Polska poradziła sobie w ciągu ostatnich siedmiu lat, kiedy odpowiadam za pracę polskiego rządu, jeśli chodzi o kwestie finansów publicznych, wzrostu gospodarczego i deficytu. Do pańskiej dyspozycji oddam tłumaczenie artykułu choćby z ˝The Economist˝, który aż z przesadną swadą podkreślał, że to, co w Polsce się udało, budzi naprawdę wielki respekt i uznanie we wszystkich europejskich stolicach. (Oklaski) Pojawiło się tam nawet takie zdanie, że gdyby Unia Europejska w całości tak gospodarowała, jak Polska w ciągu tych siedmiu lat, to bylibyśmy wszyscy w bez porównania lepszym miejscu.

    (Głos z sali: Cztery razy biedniejsi.)

    (Poseł Antoni Macierewicz: Brazylijska gadka.)

    Jeśli chodzi o te konkretne dane, to z całą pewnością przynajmniej część posłów opozycji na pewno ma orientację, że wychodzimy właśnie z procedury nadmiernego deficytu, stosując przez te siedem lat bardzo ostrożną i dzisiaj akceptowaną przez wszystkich obserwatorów metodę, to znaczy nie dusić wzrostu przez nadmierne cięcia, a równocześnie w elementarnych ryzach trzymać tempo długu, przyrostu długu, i deficyt. Dzisiaj daje to taki efekt, że Polska jest – i tego pan prezes, nawet kłamiąc, nie jest w stanie zakwestionować – że dzisiaj Polska jest państwem, które, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy w ciągu tych siedmiu lat, zostawiło w tyle, za plecami, całą Europę. (Wesołość na sali) Wiem, że te dane przez gardło koleżankom i kolegom z PiS-u nie przechodzą, ale mogę je jeszcze raz przypomnieć. To jest skumulowany wzrost w czasie tych lat, kiedy odpowiadam za polski rząd. To jest 20% wzrostu, przy średniej europejskiej wynoszącej ok. 0% wzrostu. (Oklaski) Drugie państwo, Słowacja, to jest 7% wzrostu. Uzyskaliśmy to w ciągu siedmiu lat, a przede wszystkim mówię o tych krytycznych latach z punktu widzenia finansów Europy i świata.

    Mówił pan o zagrożeniu stagnacją, przypominał pan wyniki z lat 2012 i 2013. My wszyscy z wielkim napięciem obserwowaliśmy to, co się dzieje w całej Europie i w Polsce i nikt właściwie już nie obstawiał, że będzie kraj, szczególnie tej wielkości co Polska, który umknie spod tej brzytwy kryzysu, to znaczy utrzyma wzrost. To wydawało się nieprawdopodobne. Mogę przypomnieć zresztą prognozy pańskie i pańskich popleczników, w tym także ekonomistów, którzy zakładali, nawet nazwali własne przedsięwzięcie ekonomiczne, nawiązując do Armagedonu, kompletną katastrofę. Nawet kiedyś odnieśliśmy tu wszyscy wrażenie, że niektórzy o tę katastrofę się modlili. Mam dla pana przykry komunikat: nie dość, że w latach 2012 i 2013, w tych latach, o których pan wspomniał, Polska była pozytywnym rekordzistą w skali Europy, to w roku 2014 spodziewamy się większego wzrostu, większego nie tylko niż ten, który planowaliśmy, o niebo większego niż ten, o którym pan myśli ze względu na ten kanon pesymizmu, jaki pan wyznacza w polskiej polityce, ale także większy, niż sami przewidywaliśmy na początku roku. Dotyczy to także roku 2015. Stąd ocena instytucji międzynarodowych w odniesieniu do polskiego deficytu i polskiej gospodarki jest wyższa niż kiedykolwiek wcześniej w relacji do innych państw.

    Mówił pan o szkołach. Tutaj bezpiecznie dla samego siebie używał pan sloganu: nierozwiązane, nierozwiązane, nierozwiązane. Szkoły nie są rozwiązane, to fakt. (Wesołość na sali, oklaski) Jak pan wspomniał, w niektórych polskich miejscowościach samorządy, szczególnie PiS-owskie, przesadzały, jeśli chodzi o zamykanie szkół. Mamy tutaj dość przygnębiającą dla pana i pańskiego ugrupowania statystykę, ponieważ każdy kompetentny na tej sali wie, że za decyzją o ewentualnym zamykaniu szkół, głównie ze względu na sytuację demograficzną, odpowiada samorząd.

    (Poseł Anna Paluch: Samorządy słuchają.)

    Chcę państwa uspokoić. Oceniamy decyzje samorządów generalnie jako raczej racjonalne. Są oczywiście przypadki, które wymagały interwencji, ale generalnie samorządy starają się działać w tej kwestii racjonalnie. Natomiast wtedy, kiedy my, Polacy, z taką dumą usłyszeliśmy, i wynikało to z kilku międzynarodowych badań, że nasze dzieci, szczególnie jeśli chodzi o szkołę podstawową i gimnazjum, są w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o jakość wykształcenia (Poruszenie na sali), w tym samym czasie pan z tej mównicy mówi o dramatycznej sytuacji, szczególnie w gimnazjach. Wiem, że trzeba mieć dużo wyobraźni, dużo doświadczenia, żeby kompetentnie opowiadać o tym, co się dzieje w szkołach, co się dzieje z naszymi dziećmi. Chcę pana zapewnić, że nie tylko zobiektywizowane wyniki pomiarów międzynarodowych świadczą o tym, że udało się pokonać tę dramatyczną, bo trwającą wiele, wiele lat, zapaść, jeśli chodzi o jakość nauczania. Jest to oczywiście wysiłek przede wszystkim nauczycieli i rodziców, ale także organizacja systemu oświaty w Polsce zaczęła wreszcie przynosić pozytywne efekty.

    (Poseł Zbigniew Babalski: A matura?)

    (Poseł Elżbieta Kruk: Matury to pokazały.)

    Wspomniał pan o zbrojeniach, o tym, że za mało pieniędzy poświęcamy na tę dziedzinę życia. Chcę powiedzieć – i to dedykuję także tym wszystkim, którzy wątpią w polski wysiłek, jeśli chodzi o modernizację polskiej armii – że my dzisiaj jesteśmy przedstawiani w NATO – nie w Unii Europejskiej, w NATO – jako absolutny wzór, jeśli chodzi o wysiłek finansowy na rzecz modernizacji armii właśnie w ostatnich kilku latach. (Oklaski) W ciągu tych 5 lat to Polska ze wszystkich państw natowskich uczyniła największy wysiłek, jeśli chodzi o wzrost wydatków na modernizację armii – największy, nie najmniejszy. Dzisiaj ustępujący sekretarz generalny NATO i nowy sekretarz generalny NATO, jeden i drugi, będąc w Warszawie, mówili mi: Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani, że przynajmniej o Polsce będziemy mogli mówić na najbliższym szczycie NATO w Walii jako przykładzie państwa, które w tych latach wyciągnęło prawidłowe wnioski i inwestuje naprawdę duże środki rzeczywiście w modernizację, i nie są to wydatki fikcyjnie zapewniające zwiększenie obronności.

    Pański wątek o Ukrainie i o Rosji – już kilka razy mieliśmy okazję tutaj spierać się na temat absolutnie fundamentalny dla istnienia państwa polskiego i dla polskiej przyszłości, tzn. o to, w jaki sposób prowadzić odważną i równocześnie odpowiedzialną politykę wobec Rosji i wobec Ukrainy. Tak jest, powtórzę to, to są te same słowa, które powiedziałem kilka miesięcy temu: Polska, póki jestem premierem polskiego rządu, nie stanie na czele antyrosyjskiej krucjaty. Polska będzie prowadziła tak jak do tej pory odpowiedzialną politykę wspierania suwerenności Ukrainy, myślę, że z bardzo dobrymi skutkami jak do tej pory. (Oklaski)

    To, co pan wydrwił w sposób taki, powiedziałbym, niegodny, to wielki wysiłek wielu Polaków, w tym polskiego rządu, w czasie Majdanu w Kijowie, później, co tak bardzo doceniają Ukraińcy. Chciałby pan kiedyś w życiu usłyszeć słowa, jakie ja usłyszałem od prezydenta Poroszenki na temat działań polskiego rządu, i podziękowania za to wszystko, co Polska zrobiła w sposób odpowiedzialny dla Ukrainy. (Oklaski) A jednocześnie staramy się unikać, i będziemy to robić, takich działań, które naraziłyby Polskę na zbyt wielkie koszta. Tak, dzisiaj w Europie mamy bardzo wyraźnych przeciwników i konkurentów, jeśli chodzi o naszą politykę wschodnią w Unii Europejskiej. Tylko, że jest dokładnie odwrotnie, niż to pan zasugerował w swoim wystąpieniu. Otóż jeśli dzisiaj istnieje pewien problem, który musimy codziennie, permanentnie rozwiązywać w relacjach ze wszystkimi bez wyjątku partnerami europejskimi, to jest to problem eliminowania czy redukowania tego fałszywego obrazu, że Polska to jest rusofobiczny kraj z rusofobicznymi władzami i że ktokolwiek w Polsce rządzi, zawsze Polska będzie organizowała Europę w ramach jakiejś awantury antyrosyjskiej. To jest tak naprawdę jeden z najpoważniejszych dylematów polskiej polityki dzisiaj, nie tylko w Europie, także wobec Stanów Zjednoczonych – w jaki sposób zachować wiarygodność jako państwo odpowiedzialne, obliczalne, niepakujące sąsiadów w awantury, a równocześnie państwo, które stanowczo będzie broniło swoich interesów na wschód od naszych granic. I jestem przekonany, że dzisiaj Polska zbiera dobre żniwo tej polityki, chociaż ryzyka są oczywiste, a są to ryzyka związane z próbą zbudowania wokół Polski takiej atmosfery, że to państwo, które naraża Europę na nieustanny konflikt z Rosją. Z całą pewnością tego typu nieodpowiedzialne wypowiedzi jak pańska, tzn. że Polska powinna stanąć na czele takiej krucjaty antyrosyjskiej, utrudniają, a nie ułatwiają ciężką pracę polskiej dyplomacji.

    Wspomniał pan o całej palecie spraw. Mogę w tej chwili powiedzieć, że inaczej niż pan cieszę się z tego, że mimo tych kryzysowych lat w Europie udaje się, szczególnie w tym roku, wyraźnie zbijać bezrobocie. My mamy dzisiaj pod tym względem efekt wyjątkowy w skali Europy. W styczniu to było jeszcze 14%, a za czerwiec dane będą pokazywały prawdopodobnie 12,1%. 2% w ciągu niespełna pół roku to jest dobry efekt, szczególnie jeśli go porównamy nie z naszymi aspiracjami, bo chcielibyśmy, żeby to było jeszcze szybciej i mocniej, ale z tym, co daje się uzyskać wszystkim najbardziej rozwiniętym państwom w Unii Europejskiej.

    Mógłbym jeszcze pewnie 2 razy dłużej niż pan mówić…

    (Głos z sali: Lać.)

    …obiektywnie o tym, co w Polsce się udało zrobić, czego się nie udało. Mógłbym tłumaczyć, ile musieliśmy nadrobić zaległości. Często przytaczany przez opozycję przypadek gazoportu jest najdobitniejszym przykładem tego, na ile inwestycji Polska musiała się zdecydować. A później z tego wynikają także kłopoty, czasami wysokie ceny, czasami bankructwa firm, bo jesteśmy największym placem budowy infrastrukturalnym w Europie – tu w ogóle zostawiamy wszystkich daleko w tyle – i to wiąże się także czasami z przykrymi konsekwencjami, ponieważ rynek jest pod takim napięciem, a przy takiej podaży inwestycji będzie zawsze narażony na pewne napięcia. Ale to my robimy to, o czym poprzednicy w najlepszym przypadku gadali. Na tym polega problem. Łatwiej rozliczać kogoś, kto robi, trudniej rozliczać kogoś, kto gada. (Oklaski)

    Pan wspominał o dwuleciu rządów PiS-u, czyli, jak podejrzewam, myślał pan przede wszystkim o swoim roku. Nie sądzę, żeby ta laurka dotyczyła czasu rządów pana Kazimierza Marcinkiewicza. Tak więc przez te miesiące, kiedy pan był premierem, osiągnął pan wielkie sukcesy o charakterze gospodarczo-finansowym w pańskiej ocenie. Nie będę się wyzłośliwiał, bo sytuacja jest zbyt poważna, żeby pozwalać sobie na dowcipy, ale ja panu powiem tak: Żeby prowadzić odpowiedzialną politykę gospodarczą, trzeba mieć też taką elementarną stabilność, jeśli chodzi np. o strukturę państwa, która decyduje o kondycji finansów publicznych. Pan nawet nie byłby pewnie w stanie dzisiaj bezbłędnie powtórzyć wszystkich nazwisk ministrów finansów, bo zmieniał pan ich czasami co kilka dni. Oni nawet nie byli w stanie zastanowić się nad kondycją finansów publicznych, bo się zastanawiali, ile dni będą ministrami finansów. Pobił pan rekord Polski niepodległej (Oklaski), jeśli chodzi o sytuację w Ministerstwie Finansów. Dlatego zostawię bez komentarzy to pańskie przekonanie, że kilkanaście miesięcy pańskich rządów doprowadziło Polskę do rozkwitu. Zdecydowanie bardziej przekonująca, nie tylko dla mnie, jest próba 7 lat, a nie próba kilkunastu miesięcy, a następnie haniebna kapitulacja po tych kilkunastu miesiącach. (Oklaski)

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Jaka hańba, chłopie?)

    Ale przejdźmy być może do istoty problemu, bo ja, dość ostrożnie i nie epatując szczegółami, chcę państwu pokazać, jak bezzasadny jest ten wniosek dzisiaj. Przecież w porównaniu do poprzedniego wniosku o konstruktywne wotum nieufności, w porównaniu do ostatniego wniosku – i tu zbliżę się do istoty problemu dzisiejszej zawieruchy – nic się nie zmieniło. To znaczy…

    (Głos z sali: Kłamstwa tak.)

    …są bardzo wyraźne sygnały, że Polska jeszcze lepiej poradzi sobie z sytuacją finansów publicznych i z bezrobociem. W tej przestrzeni od ostatniego wniosku do dzisiaj możemy mówić o poprawie i tak relatywnie niezłej sytuacji, w jakiej Polska jest od 7 lat. Co takiego w związku z tym się stało?

    Mówi pan o taśmach, jak pan wspomniał, taśmach prawdy, że to jest tak naprawdę powód, dla którego ponawia pan upokarzającą dla pana Piotra Glińskiego procedurę dotyczącą premiera technicznego. Kiedy wygłasza tego typu opinie o mandatach moralnych, etycznych do sprawowania władzy prezes Jarosław Kaczyński, to nie możemy tego zostawić bez komentarza historycznego. Co takiego zdaniem prezesa PiS dyskwalifikuje rządzących? Może zarzuty prokuratorskie wobec ministrów? Proszę przyjrzeć się swojemu rządowi. Proszę przypomnieć sobie losy pańskiego wicepremiera, ministra spraw wewnętrznych i administracji, ministra sportu. Jeśli zatem kłopoty z prawem, zarzuty o charakterze prokuratorskim, twarde zarzuty o charakterze korupcyjnym dyskwalifikują ekipę, to musi pan zacząć od siebie, bo to pan wyznaczył wzorzec najbardziej ponury w ciągu 25 lat. (Oklaski)

    Jeśli chodzi o fakt, że ktoś dał się podsłuchać, że rząd i MSW nie zadbały o bezpieczeństwo, że politycy dali się podsłuchać, to tutaj pan jest także niedoścignionym mistrzem. To chyba jedyny rząd w Polsce – jedyny rząd i w Polsce, ale i być może na świecie – który miał w swoich szeregach ministra sprawiedliwości szczycącego się tym, że potajemnie nagrywa partnera z rządu. To dzisiejszy pański kolega w trudnych rozmowach o jednoczeniu prawicy. To politycy z pańskiej partii, podsłuchiwani nie przez lata, tylko przez kilka minut, pokazali prawdziwe oblicze, że użyję pańskich słów, co innego mówili, a co innego robili. Może pan poseł Lipiński będzie liderem odnowy moralnej w związku z aferą podsłuchową? (Oklaski) A może pan poseł Hofman, którego przypadkowo słuchano przez 3 minuty, na temat jego walorów? Może on będzie odnowicielem języka w debacie publicznej? (Oklaski)

    (Głos z sali: Brawo!)

    A może pan poseł zwany agentem Tomkiem będzie wyznaczał w PiS wzory językowej poprawności, panie prezesie? Jest pan naprawdę przekonany, że świetnie pan wypada w roli mistrza elegancji politycznej?

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Ch…, d… i kamieni kupa.)

    Czy jest pan naprawdę przekonany, że pańskie przygany i przytyki dotyczące etycznego poziomu polityków innych ugrupowań są wypowiadane przez właściwego człowieka?

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Ch…, d… i kamieni kupa.)

    Ja nie będę…

    O, albo pani poseł Pawłowicz, która sama się wyrwała do odpowiedzi. (Wesołość na sali, oklaski)

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Ch…, d… i kamieni kupa.)

    Tu także mamy dumny kanon…

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Ch…, d… i kamieni kupa. To jesteście wy.)

    O, właśnie. Proszę jeszcze raz powtórzyć, bo nie dosłyszałem.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Ch…, d… i kamieni kupa. Pan Sienkiewicz to powie…)

    Świetnie. (Wesołość na sali)

    A więc wydaje mi się, że sprawa jest jasna, nieprawdaż? (Oklaski)

    Prawda jest bardzo prosta. Tak naprawdę tylko jedna rzecz istotna zdarzyła się od czasu złożenia poprzedniego konstruktywnego wotum nieufności, pomijając aferę taśmową. To są kolejne wybory, które przegraliście.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Tego to nie wiadomo.)

    To jest kolejna próba w ciągu tych 7 lat, nie pierwsza, nie druga, nie trzecia, wywrócenia polskiego rządu dokładnie dlatego i tylko dlatego, że nie potraficie przez te 7 lat przekonać Polaków do swoich racji. (Oklaski) Gdyby pan posłuchał siebie dokładnie, dzisiaj, wczoraj, miesiąc temu, rok temu – pan za każdym razem wychodzi na tę mównicę i przez dwie godziny rysuje pan obraz kraju, który jest w stanie kompletnej katastrofy. Trzęsienie ziemi to jest nic w porównaniu do tego, co pan opisuje, jeśli chodzi o to, co się dzieje w Polsce.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Tak jest.)

    Pan to zaklina na wszystkie możliwe sposoby przez 7 lat, później ludzie idą do urn wyborczych i pan dostaje po raz kolejny łomot. Wie pan dlaczego? Bo ludzie dokładnie rozróżniają to, co pan mówi, od tego, co jest w rzeczywistości.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Może ktoś fałszuje wybory?)

    Ja chcę… (Poruszenie, wesołość na sali)

    To, co w tej chwili klasyk pani posłanka Pawłowicz powtórzyła za swoim prezesem, że prawdopodobnie PiS przegrywa wybory, bo rząd fałszuje wybory, właściwie powinienem zostawić bez komentarza.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Fałszujecie.)

    (Poseł Teresa Piotrowska: Cicho tam!)

    Ale komentarz tutaj się jednak należy obywatelom, ponieważ moim zdaniem pan prezes potwierdził jedną rzecz, która idealnie pasuje między innymi do tej podejrzliwości dotyczącej wyborów: że jak pan przegrywa, to ktoś musi fałszować. Pan trzykrotnie w swoim wystąpieniu powiedział, że panu zawsze się wszystko w całość układa. Ja panu powiem tak: znam ten przypadek. (Wesołość na sali) Poznałem w życiu kilku ludzi, którym się zawsze wszystko układało w całość. Powiem jedną rzecz. Wiem, że to brzmi jak dykteryjka, ale to jest śmiertelnie poważna sprawa.

    (Głos z sali: Do rzeczy.)

    To jest naprawdę śmiertelnie poważna sprawa. Chroń, Panie Boże, Polskę od polityka, który chce być premierem i któremu zawsze wszystko się układa w jedną całość, bo z tego zawsze są tylko wielkie problemy dla wszystkich, którzy stają się ofiarami tego typu polityków.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Tuska.)

    Chcę panu powiedzieć na koniec, że może pan używać różnych obelg pod moim adresem.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: To pan używa obelg.)

    Osobiste wycieczki pod adresem moim czy mojej rodziny przeżywałem już wielokrotnie. Pańskie cyniczne i kompletnie oderwane od rzeczywistości insynuacje na temat Amber Gold i mojej roli wystawiają wyłącznie panu świadectwo.

    (Poseł Iwona Ewa Arent: A co było na taśmach?)

    Chcę powiedzieć, że największym zaskoczeniem, przykrym zaskoczeniem jest to, że po raz kolejny, a jest to siedmioletnia już historia naszych trudnych relacji, tworzy pan taką fikcyjną i fałszywą rzeczywistość. Pan dobrze wie, że godny szacunku profesor Piotr Gliński nigdy nie będzie premierem, pańską decyzją. Pan to dobrze wie. Wymyślił pan formułę rządu technicznego i premiera technicznego nie dlatego, że boi się pan fałszowanych wyborów, tylko dlatego, że boi się pan podjęcia decyzji i wzięcia odpowiedzialności na siebie samego. (Oklaski) Pan stchórzył w roku 2007, później tchórzył pan za każdym razem, kiedy była możliwość podjęcia debaty ze mną w mediach, w parlamencie. Tchórzy pan także dzisiaj, kiedy wystawia pan profesora Glińskiego. Za chwilę odstawicie polityczny kabaret, będzie exposé premiera technicznego.

    (Głos z sali: Teraz jest kabaret.)

    Jeśli rzeczywiście czuje się pan człowiekiem odpowiedzialnym za siebie i za swoje ugrupowanie, to proszę twardo wyjść, wziąć na siebie odpowiedzialność i powiedzieć: tak, zdecydowałem się na to, żeby stoczyć ten bój, ten pojedynek o swoje racje, przeprowadzić tę konfrontację. Ale do tego trzeba mieć coś więcej niż tylko przygotowane wystąpienie ze stekiem kłamstw.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Obrażanie pana prezesa.)

    Nie obrażam pana prezesa, pani poseł.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Obraża.)

    To nie ja twierdzę, że pan prezes ma mentalność knajacko-dresiarską.

    (Poseł Krystyna Pawłowicz: Wy macie.)

    Szczerze powiedziawszy, rzeczywiście kompletnie nie kojarzy mi się pan prezes ani z dresem, ani z knajactwem, to fakt. (Oklaski, wesołość na sali)

    W ostatnich latach jednym ze znaków polskiej polityki jest to, że osoba, która zarzuca innym pogardę, myślę o prezesie Kaczyńskim, naprawdę jest w tym niedoścignionym mistrzem. Także dzisiejsze wystąpienie było nacechowane czymś, co jest nie do zaakceptowania. Dlatego przegrywa pan każde kolejne wybory. Naprawdę dokładnie dlatego, ponieważ wszyscy czują w pańskich słowach nie tylko kłamstwo, nie tylko taką nieustanną żądzę powrotu do władzy bez zdolności przekonywania do tego ludzi, ale wszyscy ludzie, szczególnie prości ludzie, szczególnie ci, o których pan sądzi, że są knajakami, dresiarzami…

    (Głos z sali: Wymyślasz już.)

    …czują chyba najbardziej, że hipokryzja, kłamstwo, manipulacja nie zastąpią otwartości, gotowości do prawdziwego boju o własne racje i przede wszystkim do własnej personalnej odpowiedzialności. Szczerze powiedziawszy, zastanawialiśmy się w gronie koalicji, czy jest sens komentować, występować, jeżeli chodzi o to przedsięwzięcie, w którego sens nawet pan nie wierzy. Jestem winny wyjaśnienie, moim zdaniem, tych dość dwuznacznych pańskich intencji. To wyjaśnienie byłem winny tym, którzy słuchają tej debaty, oglądają tę debatę. Tak czy inaczej pozostaje niesmak, że z Sejmu, że z parlamentu, że z ważnej instytucji, jaką jest konstruktywne wotum nieufności, po raz kolejny robicie pośmiewisko. Cenę za to płaci przyzwoity i w sumie niewinny człowiek, który siedzi na galerii. Dziękuję bardzo. (Oklaski)

ZOBACZ TAKZE:

Exit mobile version