Jacek Łęski – szpieg w mediach


Na początku lat 90. współpraca dziennikarzy z #UOP była sankcjonowana przez prawo, legalna i dość powszechna. Niektórzy żurnaliści jednak bardziej związali się ze specsłużbami niż z dziennikarską profesją. Przykładem “zadaniowania” i “oddelegowania do mediów” jest Jacek Łęski i jego błyskotliwa kariera jako prekursora dziennikarstwa śledczego.

W Lubelskiej Delegaturze UOP red. Jacek #Łęski (dziś dziennikarz TVP) funkcjonował jako zabezpieczenie operacyjne i na swoim stanie miał go kapitan Zbigniew Związko, kierownik sekcji do spraw przestępstw gospodarczych, znajdującej się wówczas w strukturach wydziału kontrwywiadu.

Został oddelegowany do pracy w mediach i z zadania wywiązywał się znakomicie. Z powodzeniem przez wiele lat udawał dziennikarza, wyświadczając do UOP ogromne przysługi. W październiku 2003 r. za “wzorowe wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków wynikających z pracy zawodowej” ppłk Zbigniew Związko, który jeszcze jako kapitan UOP “miał na stanie” red. Jacka Łęskiego, został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

„Wakacje z agentem” – słynny tekst w „Życiu” o rzekomych wakacjach Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem Ałganowem w Cetniewie też były robotą dla specsłużb, czy to taki zbieg okoliczności? Kuriozalne było tłumaczenie autorów tekstu: Rafała Kasprówa i Jacka Łęskiego jak wpadli na trop afery. Czytali „Białą księgę” o Oleksym i zwrócili uwagi na to, że nie wiadomo gdzie Kwaśniewski podziewał się latem.

Chłopiec na posyłki

“Pierwszym poważnym zadaniem, jakie Redaktor wykonał dla UOP, była pomoc przy wyeliminowaniu z rynku banku pewnego amerykańskiego Żyda, o którym kontrwywiad lubelski posiadał szeroką wiedzę na podstawie informacji przekazanych przez stronę amerykańską. (…) Redaktor „odkrył” i opisał nieprawidłowości w Banku (…). Ktoś ciekawski mógłby zapytać: po co dziennikarz śledczy wiąże się ze służbami specjalnymi, skoro w ten sposób traci niezależność – czyli tak naprawdę clou tego, co dziennikarza czyni dziennikarzem – i staje się chłopcem na posyłki? Odpowiedź jest prosta: wygrzebywanie informacji spod ziemi, związana z tym strata czasu i cała ta stresująca otoczka w połączeniu z nieustannym narażaniem się ludziom na wysokich stołkach to nie są i nigdy nie będą rzeczy przyjemne. Po co kopać się z koniem, skoro można dostać gotowca i zyskać splendor bez ryzyka? A że nie ma to nic wspólnego z dziennikarstwem? Trudno. Zresztą, kto by się przejmował takimi drobiazgami, prawda? Przez szereg następnych lat Redaktor oddał nam nieocenione usługi. Jako dziennikarz zrobił oszałamiającą karierę i tylko nieliczni domyślali się, że tak naprawdę nigdy nie był dziennikarzem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Był za to dobrym i sumiennym „współpracownikiem” – jednym z kilku, jakich „Firma” miała wówczas na Lubelszczyźnie, jednym z setki, jakich miała na terenie całego kraju. I współpracował jeszcze długo – wspomina Łęskiego mjr Tomasz #Budzyński w książce „Oficer”. Budzyński był szefem delegatury #ABW w Lublinie, obecnie jest na emeryturze.

– Funkcjonariusze UOP traktowali Łęskiego niczym chłopca na posyłki – twierdzi Wojciech Sumliński, autor książki “Oficer”. – Dziennikarstwo na potrzeby służb specjalnych warte jest opisania.

Niektórzy dziennikarze podejrzewali, że z Łęskim może być coś nie tak. W redakcji “Rzeczpospolitej” Łęski został “dokwaterowany” do pokoju czołowej dziennikarki śledczej Anny Marszałek. Jak na to zareagowała? Wychodziła na korytarz, aby rozmawiać przez telefon.

Jako jeden z pierwszych sprawdził zagadkową przeszłość Jacka Łęskiego obecny eurodeputowany PiS Janusz Wojciechowski. Był wtedy prezesem NIK, miał dostęp do informacji niejawnych.

Rzecznik Donbasu, konkurent Marka Dochnala

Łęski porzucił dziennikarstwo i zdecydował się na bardziej dochodowy biznes – public relations. – Z własnej woli nigdy bym z dziennikarstwa nie odchodził. Przez rok jednak nie miałem środków do życia. Chodziłem od redakcji do redakcji. Przygarnęli mnie przyjaciele, którzy rozpoczynali przygodę z PR – bronił się w rozmowie z SDP rok temu.

Jako PR-owiec Łęski zrobił karierę dzięki pracy dla Przemysłowego Związku Donbasu. #Donbas działał w Polsce poprzez spółkę córkę #ISD Polska. Jak alarmował wówczas m.in. „Najwyższy Czas!” Donbas w 2007 r. bardzo korzystnie nabył Stocznię Gdańską, a także przejął inne polskie strategiczne zakłady produkcyjne – np. Hutę Częstochowa w 2005 r. Co ciekawe, Łęski lobbując na rzecz Ukraińców okazał się skuteczniejszy od najsłynniejszego polskiego lobbysty Marka Dochnala, który wówczas lobbował na rzecz hinduskiego Mittala.

“Gazeta Finansowa” pisała wówczas, że tak naprawdę za Ukraińcami z Donbasu kryją się Rosjanie. Do oficjalnego przejęcia przez Rosjan Huty Czestochowa  doszło w 2010 r. gdy ukraińscy akcjonariusze sprzedali pakiet kontrolny akcji ISD rosyjskiemu konsorcjum na czele z Aleksandrem Katuninem.

Obsługa PR-owa „Ukraińców” przypadła prowadzonej przez Łęskiego firmie Aimcomms (dawniej PBL Public Affairs, której właścicielem był również Marcin Ciok). Łęski zaczął występować jako rzecznik Donbasu.

Gdy władze przejęła “dobra zmiana” Łęski dostał program gospodarczy w #TVP pt. “Chodzi o pieniądze”. Spadł on dość szybko z anteny z powodu zbyt niskiej oglądalności. Nie przeszkodziło to jednak prezesowi TVP Jackowi Kurskiemu w obdarowaniu Łęskiego premia w wysokości 40 tys. zł z Funduszu Promocji Twórczości.

Dron z TVP nad willą Tomasza Lisa

Łęski zasłynął w TVP z dość niekonwencjonalnych metod pracy, przypominających bardziej działania specsłużb niż dziennikarską robotę. Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweek Polska”, w sierpniu 2018 roku odebrał telefon od pracownika TVP i usłyszał, że w odpowiedzi na planowany w tygodniku tekst o Jacku Kurskim „TVP zajmie się” jego rodziną i dziećmi – pisała „Gazeta Wyborcza”.

Lis, który o sprawie opowiedział „GW”, twierdzi, że telefon odebrał 15 sierpnia. Dzwonił Jacek Łęski, który w TVP prowadzi m.in. „Alarm” i „Studio Polska”. “Cześć, Jacek Łęski. No co, piszecie artykuł o Jacku Kurskim, no to teraz się nie dziw, TVP zajmie się twoją rodziną i dziećmi” – cytuje Lis i podkreśla: „To był ewidentny szantaż”.

Mariusz Kowalewski, były dziennikarz TVP Info, w wywiadzie dla „Polityki” ujawnił, że w sierpniu 2018 roku TVP wysłało drona, który latał nad domem Lisa w Konstancinie.

Lis zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa w postaci „groźby bezprawnej w trakcie rozmowy telefonicznej”. W listopadzie ub.r. prokuratura okręgowa, do której przekazano sprawę, odmówiła wszczęcia postępowania „wobec braku znamion czynu zabronionego”. Lis zaskarżył decyzję do sądu, ten jednak podtrzymał decyzję prokuratury.

Obrońca wolności słowa

Ostatnio w prawicowych mediach Łęski występuje jako dziennikarz śledczy zaangażowany w obronę wolności słowa.

„Cenzor nie musi siedzieć na ulicy Mysiej, jak kiedyś było w Warszawie. On może siedzieć w mózgu tych wszystkich redaktorów i szefów redakcji, którzy wiedzą, że pewnych rzeczy się nie puszcza. Gwarantuję pani, że gdyby oni urządzali Polskę, to mielibyśmy taką aksamitną cenzurę, która sprawia, że pewne rzeczy dotyczące na przykład PO, Kwaśniewskiego nigdy nie mogłyby ujrzeć światła dziennego” – powiedział portalowi wPolityce.pl.

.

Exit mobile version