Mógł zapobiec katastrofie smoleńskiej. Nic nie zrobił – awansował


fot BBN

Dariusz Gwizdała, powołany niedawno do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, mógł zapobiec katastrofie smoleńskiej – twierdzi pilot mjr Arkadiusz Szczęsny. Jako urzędnik Biura Bezpieczeństwa Narodowego zlekceważył jednak zagrożenie, które stwarzają źle wyszkoleni piloci wojskowi i ostrzeżenia zbył trzyzdaniowym pismem.

– Jak to możliwe, że człowiek, który olał bezpieczeństwo prezydenta, pasażerów Tu-154M i patologie lotnictwa 5 miesięcy przed katastrofą Mi-24, 6 miesięcy przed katastrofą Bryzy i 18 miesięcy przed katastrofą smoleńską wrócił do Biura Bezpieczeństwa Narodowego (#BBN) i trafił do Polskiej Grupy Zbrojeniowej (#PGZ)?! – pyta pilot mjr Arkadiusz Szczęsny.

Chodzi o Dariusza Gwizdałę, który w październiku 2020 r. został członkiem zarządu PGZ. Przed katastrofą smoleńską Arkadiusz Szczęsny informował Biuro Bezpieczeństwa Narodowego o fatalnym systemie szkolenia pilotów w siłach powietrznych, który może doprowadzić do tragedii. Prosił o pilne spotkanie z szefem BBN Aleksandrem Szczygło. Informował, że nie może dotrzeć z informacjami do ministra obrony narodowej.

Dariusz #Gwizdała był wtedy dyrektorem gabinetu szefa biura BBN. Jedyną reakcją było zdawkowe jednostronicowe pismo, w którym odesłał lotnika na przysłowiowy Berdyczów.

Szczęsny, który sam wylatał 2100 godzin, ostrzegał że piloci zbyt mało czasu spędzają w powietrzu. Był ekspertem specjalnej sejmowej podkomisji, mającej ustalić jak szkoleni są wojskowi piloci.

„W latach świetności polskiego lotnictwa wojskowego dowódcy jednostek mieli po 2500-3000 godzin w powietrzu, a za doświadczonego uważano dopiero pilota z nalotem życiowym 800-1000 godzin. Dzisiejsi dowódcy mają po 600-800 godzin, a ich doświadczeni piloci po 400 – pisał”. Jego ostrzeżenia szefowie #MON i BBN jednak zlekceważyli.

Po latach okazało się, że 36. Specjalny Pułku Lotnictwa Transportowego źle wyszkolił pilotów odpowiadających za transport najważniejszych osób w państwie.

Załoga Tu-154M, który 10 kwietnia 2010 r. leciał do Smoleńska, w ogóle nie powinna zostać dopuszczona do pilotowania rządowego samolotu. Biegli Wojskowej Prokuratury Okręgowej ustalili, że w dniu katastrofy za sterami tupolewa zasiadła niedoświadczona załoga, której uprawnienia sfałszowano. Dowódca, kapitan Arkadiusz Protasiuk miał minimalne doświadczenie jako pierwszy pilot. Mjr Robert Grzywna, jako drugi pilot, odbył zaledwie trzy loty tupolewem. Zero godzin i zero minut wynosił czas nalotów, jakie wykonał na Tu-154M nawigator Artur Ziętek. Jedynym człowiekiem z uprawnieniami na pokładzie prezydenckiego samolotu był  technik pokładowy Andrzej Michalak.

Dowódca, kapitan Protasiuk, trafił do 36. Pułku Lotnictwa wprost ze szkoły pilotów wojskowych w Dęblinie. Po przeniesieniu odbył on krótkie, przyspieszone szkolenie zawierające tylko 30 proc. ćwiczeń z pełnego programu.

Gdyby we wrześniu 2008 r. Dariusz Gwizdała poważnie potraktował listy Arkadiusza Szczęsnego i wszczął alarm, było dość czasu, aby zapobiec smoleńskiej tragedii, która wydarzyła się półtora roku później. Smoleński epizod nie wpłynął jednak negatywnie na karierę Gwizdały, który z wykształcenia jest prawnikiem. W 2007 r. ponownie został dyrektorem gabinetu szefa BBN i funkcję tę sprawował do roku 2009, kiedy objął obowiązki zastępcy dyrektora gabinetu szefa Kancelarii Prezydenta RP.

W latach 2011-2015 pracował w Najwyższej Izbie Kontroli. W sierpniu 2015 r. został wyznaczony na stanowisko dyrektora gabinetu szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. 1 listopada 2016 r. prezydent Andrzej Duda powołał Gwizdałę na stanowisko zastępcy szefa BBN. 12 października Dariusz Gwizdała wszedł do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Exit mobile version