Warszawa. Emilewicz spotkała się z przedsiębiorcami, wkrótce potem policja potraktowała ich gazem.


Przedsiębiorcy praz kolejny zebrali się po raz kolejny w Warszawie pod hasłami “Godność”, “Wolność” i “Własność”.

Przedsiębiorcy wrażają swoje niezadowolenie z dotychczasowych działań rządu i postulują

  • utrzymanie miejsce pracy i powstrzymanie fali obniżek pensji i zwolnień;
  • przelewy odszkodowań dla firm za kwarantannę w sposób automatyczny w oparciu o pliki JPK w kwocie równej spadkowi obrotów w czasie kwarantanny, w celu ratowania miejsc pracy i wysokości wynagrodzeń;
  • dymisja ministra Szumowskiego i premiera Morawieckiego;
  • maksymalna, odpowiednia do skali kryzysu redukcja w administracji publicznej, obniżenia wynagrodzeń do minimalnej krajowej w ministerstwach, agencjach, funduszach skarbu państwa, zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na finansowanie wsparcia dla MSP i obniżki danin – ZUS, podatków i VAT.

Dzisiaj tuż przed manifestacja zostali zaproszeni na rozmowy do gabinetu Minister rozwoju Jadwigi Emilewicz.

Spotkanie odbyło się tuż przed demonstracją o godzinie 13.30.

Witam Was serdecznie – Witał przybyłych demonstrantów organizator – jesteśmy po rozmowach z Panią minister, to co nam przekazaliście na papierze, to co chcieliście, było złożone do pani minister. Na tą chwilę czekamy na odzew z ministerstwa, myślę że to będzie wtorek, środa i usiądziemy do następnych rozmów. Na tą chwilę czekamy na odpowiedź jak to będzie wyglądało.

Długo nie musieli czekać, ponieważ za około pół godziny po oficjalnym rozpoczęciu manifestacji setki zgromadzonych policjantów przystąpiło do bardzo brutalnego szturmu. Chyba potrójnym albo poczwórnym kordonem przycisnęli do ściany grupkę demonstrantów gdzie znajdowali się liderzy i organizatorzy. Z tłumów dochodziły krzyki wołania o pomoc, – Tam jest moja żona co robisz !- krzyczał jeden z demonstrantów do policjantów.

W pewnym momencie z za pleców kordonu policji doskoczył jeden z funkcjonariuszy i zaczął rozpylać gaz.

Działanie Policji mogło być nieuzasadnione

Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa – stwierdził w wywiadzie dla TVN24, że na niektórych zdjęciach widać, że także policjanci dostali chmurą gazu, a dodatkowo rozpylali go zza placów, czego się nie robi.

– Ustawa o użyciu środków przymusu mówi jasno, kiedy policja może takiego gazu użyć i ja nie widzę takiego uzasadnienia. Tam nie było bezpośredniego ataku na policjantów, zagrażającego ich życiu. Wystarczy siła fizyczna – powiedział. Podkreślił, że policjantów było więcej niż demonstrujących.

– Albo któryś z policjantów zrobił to nieumiejętnie, to znaczy jest słabo wyszkolony, albo czegoś nie wiemy, albo zrobił to z premedytacją – stwierdził Samsel. – Myślę, że troszkę dowodzący akcją przesadzili z eskalację agresji. To może się odbić negatywnie w ich stronę. Walka z tłumem to wyższa szkoła jazdy policyjnej. Tu trzeba dużych umiejętności i oszacowania ryzyka, co ten tłum może zrobić – mówił.

– Ja nie chcę oceniać wszystkich działań policjantów. To jest bardzo dynamiczna sytuacja. Ta agresja może tez wynikać, że któremuś z policjantów puszczą nerwy – podkreślił ekspert w TVN24.

Exit mobile version