Andrzej Duda wywołał kolejną burzę, mówiąc o pandemii. Komentarze w sieci


Polska znajduje się na szarym końcu europejskiej listy krajów pod względem wykonanych szczepień. Liczba wakcynacji stanęła prawie w miejscu i raczej nie ma co liczyć na radykalny zwrot. Nad Wisłą istnieje silne lobby antyszczepionkowe, podsycające niechęć do preparatów mających zapewnić ograniczenie transmisji i łagodniejszy przebieg w przypadku zachorowania. Swoje 5 groszy dorzucił prezydent, zajmując stanowisko, które raczej niewiele zmieni. Kontrowersje budzi też masowe otwarcie szkół, w momencie gdy jedynym zabezpieczeniem mają być płyn do dezynfekcji i gumowe rękawiczki. Jednak minister Czarnek obiecuje, że placówki są bezpieczne, a nauka stacjonarna będzie trwać cały rok.

“Nie będę się szczepił, bo nie”

Andrzejowi Dudzie trzeba uczciwie oddać stanowczość i konsekwencję w podejściu do tematu. Zeszłoroczna kampania prezydencka w dużej mierze bazowała na puszczaniu oczka do sceptyków, niewykluczone że właśnie to dało mu zwycięstwo wyborcze. “Nie jestem zwolennikiem nadmiernego szczepienia się” – tak przekonywał kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich. Podczas mistyfikacji nowogrodzkich spin doktorów, zwanej “debatą w Końskich”, Duda dumnie argumentował, że “nigdy nie zaszczepił się na grypę, bo uważa, że nie”. To był okres, gdy otwarcie dezawuował pandemię, nadchodzącą jesienną drugą falę określał “spekulacjami medialnymi”. Głowa państwa chyba niezbyt się zastanawiała, jak to będzie wyglądało z perspektywy czasu. Liczyło się tylko zwycięstwo, bez patrzenia na skutek wypowiedzi. Właściwie do tej pory prezydent jest jedyną osobą w obozie władzy, wobec której dość ciepło wypowiadają się medialni liderzy ruchu antyszczepionkowego.

Jak to wygląda w innych krajach? Służba zdrowia i żołnierze w USA mają obowiązek przyjęcia pełnej wakcynacji, pod groźbą wydalenia z pracy w przypadku odmowy. Premier Kanady próbuje wpłynąć na społeczeństwo dając warunek: “Jeśli nie chcesz się zaszczepić, to twój wybór. Ale nie myśl, że możesz wsiąść do samolotu lub pociągu razem z zaszczepionymi i wystawiać ich na ryzyko“. Wiele europejskich krajów wprowadziło paszporty covidowe, bez których nie można nawet wejść do ogródka restauracji czy muzeum. Pytanie jak nasz rząd planuje zachęcić do dostępnych preparatów, skoro do tej pory skorzystało z nich zaledwie 50% populacji? Polska jest obecnie w drugiej dziesiątce państw starego kontynentu pod tym względem.

Trudno zakładać, żeby słowa prezydenta pomogły rządowi przełamać niekorzystny trend. Jeszcze bardziej szokuje kolejna wypowiedź, w której odniósł się do obecnej liczby zakażeń. “Sytuacja nie wygląda na zatrważającą w tym momencie. Jeżeli liczba stwierdzanych przypadków dziennych waha nam się pomiędzy 150 a 250, to nie jest zatrważająca liczba zachorowań, zważywszy, że mamy 38 mln obywateli” – ocenił Andrzej Duda. Nie trzeba być Nostradamusem, wystarczy kojarzyć fakty, żeby wiedzieć, iż prawdziwe zagrożenie nadejdzie za miesiąc, tuż po otwarciu szkół i załamaniu pogodowym, które zawsze oznacza rozpoczęcie sezonu grypowego. Niestety to samo było rok temu. “Spekulacje medialne” okazały się najgorszym koszmarem z rekordową falą zgonów, nienotowaną od zakończenia 2 wojny światowej.

Postawa głowy państwa budzi powszechne kontrowersje i spotkała się z falą sprzecznych komentarzy. Z jednej strony wywołała entuzjazm sceptyków, z drugiej oburzenie beztroską. Kolejna fala da odpowiedź, czy taka liberalna postawa jest słuszna. Niedługo przekonamy się na tle innych krajów, która strategia walki z pandemią wykazuje najlepsze rezultaty. Czy w przypadku pomyłki ktokolwiek poniesie konsekwencje?

Sprzeczne sygnały płynące z rządu i rozdźwięk komunikacyjny mogą mieć raczej tylko zniechęcający skutek. Niewątpliwie głos Andrzeja Dudy mógłby coś zmienić zwłaszcza w regionach, gdzie PiS ma rekordowe poparcie, bo właśnie tam odsetek przeciwników wakcynacji jest największy. Choć w tym momencie musiałby się stać chyba cud, żeby do tego doszło. Na przestrzeni najbliższych miesięcy i nieuchronnego nadejścia kolejnej fali dowiemy się jakie będą skutki takiej postawy. Kontrowersje budzi również jego teoria, że “szkoły gotowe na powrót do nauki stacjonarnej, bo placówki otrzymają sprzęt do ochrony osobistej i dezynfekcji”. Czy to wystarczy?

Exit mobile version